Malgorzata Gutowska-Adamczyk: 1. Cukiernia Pod Amorem - Zajezierscy 7/10 2. Cukiernia Pod Amorem - Cieslakowie 7/10 3. Cukiernia Pod Amorem - Hryciowie 7/10
Maria Nurowska Drzwi do piekla 9/10
Czytam: Jacek Hugo-Bader Dzienniki Kolymskie 8/10 Malgorzata Kalicinska Lilka 7/10
Podczytuje: 1. Anne Applebaum Gulag 2. Jerzy Stuhr Tak sobie mysle...
Probowalam, ale nie wyszlo: James E.L. Piecdziesiat twarzy Greya Niestety mialam wrazenie, ze czytam wypracowanie licealisty, dotarlam do 130 strony i dalam sobie spokoj. Jest tyle ciekawych ksiazek, szkoda czasu na te ktore mnie nie intereusja.
Ogladam telewizje i nie moge sie nadziwic jak to ludzie ludziom przeszkadzaja. Nikt juz nie pamieta hasla zyj i daj zyc innym. Oczywiscie chodzi mi o to wszystko, co sie dzieje w okol ustawy o zwiazkach partnerskich. Ile zacietrzewienia, ile zlosci a wrecz nienawisci. Nie ma merytorycznej dyskusji a jedynie przedstawianie wlasnego swiatopogladu. Podkreslam "wlasnego" a mnie nie obchodzi jak poglad ma jakis tam posel, czy poslanka tak jak nie interesuje mnie kto z kim mieszka, sypia, spotyka sie. Kazdy chce byc partnerem do rozmowy, ale juz partner w wymiarze uczuciowy, to cos be. Jest para, nie decyduje sie na slub chociaz moglaby sformalizowac swoj zwiazek, ale nie chca. Ich decycja, szanujmy to. Nie wystarcza nam , ze musimy miec swoj numer referencyjny, konto w banku, prace itd. Malzenstwo tez ma byc z musu, a moze potem i dzieci, bo wszyscy naciskaja, ze trzeba, ze inaczej jest bezproduktywnie.Pije, bije, ale jest. Jest pan maz i to najwazniejsze. Wiecej praw ma oprawca niz ofiara. Wiecej przywilejow tam gdzie dokument niz tam gdzie milosc i chec tworzenia. Dlaczego ciagle ktos probuje ukladac komus zycie. Zastanawia mnie dlaczego kobieta mieszkajaca w konkubinacie dla pomocy
spolecznej jest w zwiazku a dla wszelkich innych instytucji juz nie. Jak jest w Irlandii? Zwiazki partnerskie osob tej samej plci sa tu formalnie uznane, ale osoby pozostajace w nieformalnym zwiazku maja tez swoje prawa. Nie ma problemu w szpitalu, urzedzie, wsrod sasiadow! I wcale nie jest to temat zastepczy. Ktos madry powiedzial, ze jeszcze nie tak dawno tylko bialy kolor skory gwarantowal przynaleznosc do Homo Sapiens, ba co tu daleko szukac kobieta nie miala zadnych praw a jej rola bylo pranie, gotowanie, sprzatanie i rodzenie dzieci....bron boze myslenie. Kolor skory nie jest wyznacznikiem niczego, tak jak i plec i jeszcze wiele innych czynnikow, bo kto dal na prawo do ciaglego oceniania wszystkiego i wszystkich. Swiat sie nie skonczy, gdy dwie osoby tej samej plci beda zyly w formalnym zwiazku. Predzej sami sie pozabijamy. Ale to tylko moje zdanie i nikt NIE MUSI sie z nim zgadzac. Jakos mna tak tapnely te wszystkie wypowiedzi w TV. Jakby im dac kamienie, to by rzucali.....niestety
Pada snieg.... to pierwszy snieg w tym roku. Niestety tylko pada i na tym jego zywot sie konczy. Na ziemi nie ma slicznego bialego puchu, nie ma nawet posniegowej brei, ale za to sa kaluze, czyli szara codzinennosc. Ale ten snieg padajacy wnosi jednak cos nowego, bo snieg w Irlandii, to swieto.....przynajmniej dla mojej corki " mamo przeciez mowilam, ze bedzie padal" - dziecieca wiara czyni cuda:). Ostatni prawdziwy snieg, czyli taki ktory padal i nawet lezal, byl trzy lata temu. Wtedy to Irlandie zasypalo i sparazlizowalo. Byla to zima stulecia, najstarsi Irlandczycy nie pamietali takich opadow. Nigdy bym nie pomyslala, ze 10 cm sniegu moze unieruchomic kraj a jednak. Zamknieto na tydzien szkoly, wiele ludzi nie docieralo do pracy, ruch na ulicach zamarl, a woda w rurach zamarzala, nawet temperatury spadaly do -10. W Polsce snieg i niskie temperatury, to w zimie codziennosc a tu jednak cos niespotykanego. Nie ma sniegu, to i nie ma plugow, nie ma tez zimowych opon, za to sa "papierowe", nieprzystosowane do minusowych temperatur domy, rury kanalizacyjne biegnace po zewnetrznych scianach domow i tuz przy powierzchnia ziemi ukryte. Nie bez przyczyny Irlandia jest nazywana zielona a nie biala wyspa. Zima w Irlandii, to.....dym z komina i ja to lubie.
A nim skonczylam pisac, po sniego zostalo juz tylko wspomnienie.
Dostalam e maila od przyjaciolki z Polski a w nim link do ich rodzinnego koledowania.
Nie wzruszyly mnie swieta, nie poruszyly mnie zyczenia, nie bylo tez nic, gdy rozmawialam przez telefon z bliskimi, ktorzy sa tak daleko, ale gdy uslyszlam znajome glosy, to pierwszy raz bedac poza ojczyzna stanely mi lzy w oczach.
Zatesknilam.
Tak, przyjaciol tych zostawionych w Polsce mi brakuje....i to bardzo. Czasem sama swiadomosc, ze gdzies tam jest kto,s kto pamieta, to jednak za malo.
Niestety podejmowane wybory, to nie tylko "plusy dodatnie, ale i plusy ujemne".
Po co zadreczac sie niespelnionymi obietnicami i to do tego zlozonymi samemu sobie. No niby "obietnica, to klamstwo na przyszlosc", tylko po co oklamywac samego siebie?
I tak...
Byc szczesliwym - ale ja juz jestem
Zyc pelnia zycia.....tylko co to znaczy? Pewnie dla kazdego cos innego.
Byc lepiej zorganizowana. A czy moze byc ktos lepiej zorganizowanym niz matka, zona i kochanka w jednym?
Nie uzalac sie nad soba....a jesli ja to lubie?
Nie odkladac wszystkiego na jutro ktore jakos nigdy nie moze nadejsc. A co ze zlota zasada, ze "to co masz zrobic dzis, zrob pojutrze, to bedziesz mial dwa dni wolnego"?
Nauczyc angielskiego. O gdyby to bylo takie proste, ja sie moge uczyc i uczyc, ale to jednak proces pewnie nigdy nie konczacy sie.
Nie brac wszystkiego do siebie i byc bardziej otwartym na ludzi i nowe znajomosci - to tez nie dla mnie, bo ja outsider jestem i niewiele mnie obchodzi, co kto o mnie mowi.
Czytac więcej książek - ups, rodzina by mnie z domu wypisala za takie postanowienie.
Zaczac cwiczyc, tylko ze za kazdym razem, gdy sobie postanawiam, np, ze bede 3x w tygodniu biegac, to momentalnie cos sie we mnie buntuje, ze ja nie musze i skutek jest odwrotny od zamierzonego.
Ograniczyc slodycze - to tak jakby ograniczyc przyjemnosci. Po co?
Schudnac - brak motywacji
Zaczac sie zdrowo odzywiac - a co to znaczy?
Rozwijać swoje pasje, hobby - tu jestem za, ale do tego nie potrzebuje nowego roku.
Zatem noworocznym postanowieniom mowimy stanowcze NIE!
Ale i tak ten rok bedzie lepszy niz poprzedni, choc 2012 byl dla mnie udany:)
.....Bysmy zawsze zeglowali w archipelagu pragnien....
Czasami tesknie za swiateczna atomsfera jaka pamietam zdziecinstwa.Teraz pracuje na przyszle wspomniena wlasnych dzieci. W moim rodzinnym domu24 byla wieczerza wigilijna , na niej12+-potraw, prezenty pod choinka, ktore otwieralo sie tuz po wieczerzya o polnocy pasterka, ktoraprzesypialam w kosciele, widocznie chory anielskie dzialaly jak kolysanka:). Kolejne dni, to rodzinneodwiedzanie sie na wzajem. Z przygotowan do swiat pamietam zapach fornitu do czyszczenia meblipolaczony z zapachem pomaranczy, ktore w tamtych czasach mozna bylo kupic jedynie w okolicy swiat. Pamietam jeszcze poranne roraty na ktore chodzilam z lampionem robionym przez mojego ojca. Skrzypiacy snieg pod butami,
ciemnosc w okolo i tylko ten zapalony lampion....niestet ta wizja jest
mocno naciagana, bo mieszkalam w centrum miasta zatem wszystko bylo
oswietlone latarniami ulicznymi, ale ze to moje wspomnienia, to moge pamietac calkowicie tak jak mi sie podoba:) No i oczywiscie choinka ubierana tuz przed wigilia. To tyle z mojej pamieci, a jak jest w Irlandii?
Tutaj swieta maja rowniez bardzo religijny a zarazem rodzinny wymiar. Juz w koncowce listopada zaczynaja sie wielkie przygotowania. Obejmuja one wysylanie badz rozdawanie kartek swiatecznych, zdobienie witryn sklepowych, dzieci odliczaja dni za pomoca kalendarza adwentowego, ludzie zaczynaja przyozdabiac swoje domostwa girlandami, swiecami, galazkami, nad drzwiami wieszaja jemiole. Tuz przed swietami przygotowuje sie ciasta, pudingi, piecze sie mieso, ale nie ma dan zwiazanych tylko z tym swietem. Na miescie mozna spotkac ludzi spiewajacych pastoralki i zbierajacych rozne datki na cele dobroczynne. Nie ma tutaj wieczerzy wigilijnej takiej jak w tradycji polskiej. Po zapadnieciu zmorku zapala sie w oknie swiece wigilijna a zapala ja najmlodszy w domu. Swieca ta ma wskazywac droge swietej rodzinie i gasi sie ja dopiero przed pierwsza msza. Dla tych, ktorzy w minionym roku umarli zapala sie specjalne swiece. Drzwi w swieta pozostawia sie otwarte dla niespodziewanych gosci a przy stole zostawia sie dodatkowe nakrycie( i znow cos nas laczy), oraz miske z woda, ktora ma poblogoslawic podrozny, sluzy ona potem do leczenia. Tak jak i u nas wigilia jest dniem postnym. W tym dniu odwiedza sie groby zmarlych i zostawia na nich galazki wiecznie zielonych roslin. Dzieciom przypomina sie, ze na kazdej galazce ostrokrzewu siedzi aniolek a modliwtwy w tym dniu zostaja wysluchane. Jesli ktos umrze 24 grudnia, to idzie prosto do nieba.
W Boze Narodzenie wszyscy udaja sie do kosciola. Nie odwiedza sie w tym dniu znajomych. Czas ten jest przeznaczony tylko dla rodziny. Uroczysty posilek zaczyna sie po poludniu. Przed obiadem wypija sie trzy lyki slonej wody a po posilku caly dom zbiera sie do wspolnego koledowania.
W Irlandii tez chodza kolednicy. W wielu miastach odbywaja sie mecze hurlingu - narodowy sport Irlandczykow, ktore rozpoczynaja sie przed kosciolem.
http://ptaki.info/strzyzyk
Drugi dzien swiat jest "dniem polowania na strzyzyki" , bo to wlasnie ten maly ptaszek zdradzil kryjowke swietego Stefana ( w Polsce Szczepana), ktory zostal pojmany i stracony. Dzieci w tym dniu szukaja gniazd ptasich,a potem z nimichodza po domach i zbieraja pieniadze.Zgodnie z tradycja musza je wydac w tym dniu. Drugiego dnia swiat obdarowuje sie wszystkich tych z ktorych uslug sie korzysta.A wszystko cichnie w dniu Trzech Kroli.
No tak, swieta, swieta i po swietach...na ile to bylo Boze Narodzenie a ile tylko tradycja........hmmmm
Sa ludzie, ktorzy uwielbiaja piec ciasta, dla ktorych to hobby, pasja, oni uwielbiaja pieczenie a tydzien bez domowego ciasta, to tydzien dla nich stracony. Niestety ja do takich nie naleze. Pieczenie dla mnie to wyzwanie, przygoda z wielka niewiadoma, czasem nawet kara. Naleze do tej grupy osob, dla ktorych przepis jest tylko wskazowka, ktorzy najzwyczajniej w swiecie nie potrafia sie trzymac tego co napisane. Zawsze jest "PI razy drzwi" a co za tym idzie nigdy nie wiadomo jaki bedzie efekt koncowy. I tak jak przy innych przepisach nie jest to jakos problemem, tak przy pieczeniu ciasta potrafi i to dosyc znaczacym..... hmmmm zakalec, to tez ciasto tylko inaczej:)
I tym razem tradycji stala sie zadosc. Pierniczki mi urosly i przerosly moje oczekiwania a co za tym idzie stracily ksztalt. Choinka gesta pogubia sie w tej gestwinie. O jedzeniu pierniczkow teraz nie ma mowy....no, tak mi sie wydawalo, ale to, ze mozna na nich zeby polamac nie przeszkodzilo mojej rodzince je palanszowac Wazne, ze slodkie. Udalo mi sie troszke zachomikowac i schowalam w puszce, az do czasu, kiedy beda mieciutkie jak obiecywal przepis, badz do momentu, kiedy nie uslysze "masz cos slodkiego?"
Tak, pieczenie ciast, ciasteczek a nawet prostych pierniczkow nie nalezy do kanonu moich umiejetnosci.
Wylalam wszystkie swoje zale kolezance, bo sama nie wiedzialam co tym razem schrzanilam. Wedlug mnie bylo wszystko jak w przepisie i tylko one nieprzepisowo urosly. Na co uslyszalam, ze pewnie uzylam irlandzkiej maki, ktora jest z proszkiem do pieczenia. Bingo!!! I tak poznalam przyczyne mojej kleski, ale nie przyszlo mi do glowy, ze oni tak sobie ulatwiaja zycie i sypia proszek do pieczenia wprost do maki. Ale ja czytam sklady tego co kupuje, czytam ile jest masla w masle, skad sa jablka i co wcisneli do puszki z pomidorami, a tym razem nie przeczytalam ile jest maki w mace. Co wiecej zawsze kupowalam czerwone opakowanie maki, bo bylo napisane, ze jest do wszystkiego a ten jeden raz kupilam niebieska, bo byla do pieczenia.
Stalo sie, na wiecej nie mam juz sily i checi.
Na szczescie mam krotka pamiec.
Za jakis czas znow pelna wiary w swoje umiejetnosci siegne po jakis przepis, by upewnic sie, ze...... jednak nic sie nie zmienilo:)
Wlasciwie nie wiem, czy powinno sie pisac o tym co bylo, bo przeciez bylo minelo nie ma co wracac, ale zeszly tydzien byl dlugi i intensywny. Poniedzialek - angielski, glowa paruje z wysilku. Sroda- urodziny kolezanki Poli, litwinki, czyli dla mnie kolejne zmagania jezykowe. Pola byla jedyna Polka, ale mama Gaile prosila dzieci, by mowily do siebie po angielsku. Moje dziecko bawilo sie wysmienicie. Dzien pozniej spotkanie w szkole. Trudno to nazwac zebraniem, bo to jeden na jeden, nie ma tutaj zebran calej klasy. Takie spotkanie z wychowawca i nauczycielem dodatkowych zajec jest tylko raz w roku i tym razem na spotkanie z pania od dodatkowego angielskiego poszlam sama, bez tlumacza. W koncu kto jak kto, ale ona jest przyzwyczajona do pracy z obcokrajowcami. Mowila wolno i wyraznie a do tego jeszcze pokazywala, zatem mozna powiedziec, ze spotkanie zaliczylam na plus. Wieczorem za to Mikolaj, tego nie musze komentowac:). W czwartek mialysmy tez umowione badanie sluchu, ktore trzeba bylo odwolac, bo Pola znowu zasmarkana. To juz byloby trzecie, dwa razy nie zaliczyla wlasnie (mam taka nadzieje) z powodu kataru. W piatek moj komputer odmowil posluszenstwa, tzn monitor a nie komputer. Zakup nowego monitora do laptopa nijak sie nie kalkulowal i trzeba bylo kupic caly laptop.....niestety ten nie posiada polskich znakow. Do tego przez caly tydzien moj maz wracal do domu po godznie 20 po to tylko, zeby w piatek wrocic o 11 i stracic wiekszosc nadgodzin. Nadgodziny licza sie po 39 godzinach a co zatem idzie mozna sie zajechac przez 4 dni z nadzieja na wieksza wyplate po to tylko by rozczarowac sie na koniec tygodnia. Bywa tez tak, ze tych 39 godzin sie nie wyrabia i wtedy jest placone tylko za tyle ile sie zrobilo. To sie nazywa praca po irlandzku.
Juz za dwa tygodnie swieta, to juz trzecie w Irlandii.